Muzyka

piątek, 12 grudnia 2014

Iryfon

Witajcie moi drodzy!
Ekhem, ekhem...
Cztery sprawy:

  • Przepraszam, że tak dawno nic nie dodawałam. Jestem po prostu nieogarnięta i cały czas mam problem żeby wyrobić się z nauką. Byle do po egzaminach... Następny rozdział w święta. :)
  • Wybaczcie, że nie czytam waszych blogów. Będę nadrabiać w święta. Jak już mówiłam wszystko z powodu mojego nieogarnięcia. Przepraszam! 
  • Podziękowania dla Rejwen, która reklamuje mojego bloga! Jestem Ci bardzo wdzięczna. :) Dziękuję też wszystkim tym, którzy jednak wytrwali przy moim blogu mimo mojej nieobecności i na swoim blogu, i na waszych. 
  • Ostatnia sprawa to małe pytanko odnośnie mojego prywatnego opowiadania, które pisałam na polski. Liczy sobie ono 38 stron w wordzie. Chcecie żebym je tu wstawiła? Jest kompletnie inna tematyka, ale jeśli byście chcieli to mogę wstawić, bo chętnie poznam wasze opinie.

I, może już w poniewczasie, ale co dostaliście na Mikołaja? :D

Sheila :)

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 16 cz.2

Witajcie! Ale ja długo tutaj nic nie pisałam. Przepraszam was za to! Tak samo przepraszam za zaniedbania jakie poczyniłam na waszych blogach. Jestem już po wszystkich konkursach, wymianie i tego typu zajmujących czas rzeczach, więc może się uda mi być na blogu bardziej regularnie niż to było w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Dziękuje Maleństwu i Rejwen za komentarze i wsparcie! Tak dawno nic nie pisałam - mam nadzieje że się nie wypaliłam... No cóż - sami oceńcie! Miłego czytania! :D

Pokonali już prawie połowę drogi do pierwszej osoby, z którą mieli się spotkać.

Percy patrzył na świat za szybą. Nieraz przejeżdżając obok jakiegoś domu ściskało mu się z żalu serce. Widział bowiem roześmiane rodziny, rodziców patrzących na bawiące się dzieci, babcie i dziadków odwiedzających swoje wnuki. Bolała go myśl, że zostało mu to odebrane. Zastanawiał się czemu bogowie nie pomogli jego rodzinie skoro tak właściwie mogli to zrobić. Percy od dawna wiedział, że on są egoistyczni, ale nie posądzał ich o takie okrucieństwo aby w ogóle nie przejmować się dobrem swoich dzieci. Percy zmarszczył brwi gdy pomyślał o Posejdonie. Był zły na swojego ojca tak jak jeszcze na nikogo. Chciał mu zadać ból. Zemsta byłaby taka słodka, gdyby mógł patrzyć jak jego ojcu zostaje odebrane wszystko. Nawet byt... Taaak! Marzył o tym!

Po chwili chłopak zdał sobie sprawę, że bawi się Mścicielem, który miał zawieszony na szyi w formie medalionu. Z przestrachem wypuścił go z ręki. Skrzywił się na myśl o tym, co ten miecz z nim robi. Kolejny podarunek od bogów i kolejne utrapienie.

Syn Posejdona spojrzał na kierującego Nica. Ten również zerknął na niego i posłał mu krzywy uśmiech. Percy przez chwile mierzył chłopaka wzrokiem. Po paru godzinach jazdy coś wydawało mu się nie w porządku. Zmarszczył czoło próbując złapać myśl krążącą po jego umyśle. Dopiero po chwili skojarzył fakt.

— Zaraz... Nico przecież ty nie możesz kierować!

Syn Hadesa prychnął, a potem się zaśmiał.

— Teraz się zorientowałeś? Masz trochę opóźniony zapłon...
— Spadaj. Nico przesiądźmy się... Ja przynajmniej jestem w odpowiednim wieku żeby kierować.
— Daj spokój. Jak widzisz nieźle sobie radzę.
— Ale jak nas złapie policja to będziemy mieli kłopoty...

Nico po raz kolejny się zaśmiał.

— Chłopie jedziemy kradzionym samochodem!Sądzisz, że mój wiek zrobi im jakąś różnice? I tak będziemy mieli kłopoty...

Percy skrzywił się,uświadamiając sobie swoja głupotę.

— W sumie masz racje — przyznał niechętnie syn Posejdona. — Miejmy w takim razie nadzieje, że jednak nas nie zatrzymają...

I w tym momencie chłopcy mieli kolejny powód żeby winić mitologiczną część świata. Spokojnie mogli wyklinać na Fata gdy zza drzew wyskoczył policjant każący się zatrzymać. Nie było szans na ucieczkę gdyż stróż prawa wyszedł na środek jezdni, więc Nico miał do wyboru tylko dwie alternatywne możliwości: rozjechać go albo poddać się kontroli. Chłopak niechętnie zjechał na pobocze.

— Przynajmniej nie piłem — rzucił markotnie żartem do Percy'ego wysiadając z samochodu.

***


Tony nie miał zbytnio o czym rozmawiać z Len, a tym bardziej z Ianem. Znudzonemu chłopakowi powoli zaczynały ciążyć powieki. Zamknął oczy i postanowił udać się do krainy Hypnosa. Już po chwili przyszedł sen...

Jego beznadziejny brat i Nico di Angelo wędrowali przez las. Tony zorientował się, że musieli już dość długo iść, bo widać było zmęczenie na ich twarzach. Jackson przystanął na moment i otarł pot z czoła. Jednak po chwili ruszył dalej, doganiając syna Hadesa.

Do kogo najpierw idziemy? — spytał Percy.

Tony zauważając okazje do podsłuchania rozmowy podszedł bliżej nich. Z ciekawością przysłuchiwał się słowom dwóch półbogów.

— Do mojej starej przyjaciółki Rosemary. Jest córką Himerosa i ma... no cóż... Niezbyt przyjemną historie jeśli chodzi o bogów.... A raczej o pochodzenie od nich — odpowiedział spokojnie koleś od trupów.
— Kim jest Himeros? — zdziwiony syn Posejdona potarł dłonią tylną część szyi.
— To bożek z orszaku Afrodyty... Jest uosobieniem żądzy, pożądania.
— Percy skinął głową jakby w zamyśleniu.
Tony przez chwilę zastanawiał się o czym oni mówią i po co jest im córka jakiegoś drugorzędnego bożka.

— Jaka jest historia tej dziewczyny? — spytał po chwili Percy, przerywając tok myślowy Tony'ego.
— Nie mogę Ci powiedzieć. Obiecałem jej że nikomu nie wyjawię tego co mi wyznała.— Nico wzruszył ramionami.
— Rozumiem...— odparł Perseusz.

Dalej szli już w milczeniu. Po chwili Tony zobaczył, że niedaleko jest jakaś szosa. Percy miał już wyjść poza granice lasu, gdy Nico pociągnął go do tyłu uciszając. Tony zdołał jeszcze zauważyć z oddala jakiegoś człowieka stojącego przy Ferrari i to był ostatni obraz, który zarejestrował, gdy sceneria się zmieniła.


Tym razem zobaczył przystojnego mężczyznę w garniturze. Gość naprawdę miał klasę i widać, że dbał o siebie. Czarne włosy zaczesał do tyłu, a niebieskie, granatowe wręcz tęczówki
wpatrzone były w ekran telewizora podłączonego do jakiś dziwnych urządzeń. Siedział wyprostowany. Usta wykrzywione miał w nieznacznym grymasie, a brwi zmarszczone w niezadowoleniu. Jedyne co do niego nie pasowało to leżąca na stoliku wielka micha pełna popcornu i butelka coli stojąca tuż obok miski.

Tony z zainteresowaniem spojrzał co ogląda mężczyzna. Na ekranie widać było walczących greckich żołnierzy i wielgachnego konia. Chłopak od razu zorientował się, że to wojna trojańska. Tylko, że walki wyglądały dość prawdziwie... Chłopakowi zrobiło się lekko niedobrze, jak ktoś zrobił zbliżenie flaków jakiegoś biednego człowieka. Anthony odwrócił wzrok i spojrzał na półkę pełną płyt, kaset wideo i pendrive'ów. Przyglądnął się podpisom. Wszędzie były albo oznaczenia wiekowe albo konkretne daty. Tony niezbyt wiedział o co chodzi, ale nim zdążył się nad tym lepiej zastanowić sen zaczął się rozmywać...

***
Percy wyszedł razem z Nickiem z auta. Po chwili podszedł do nich policjant. Facet miał może kolo czterdziestki. Był ubrany w typowy mundur. Podejrzliwie przyglądał się półbogom, swoimi brązowymi oczyma. Przystanął. Kciukiem i palcem wskazującym poprawiał sobie wąsy,co wyglądało jak tik nerwowy.

— No, no kogo my tu mamy... — rozpoczął rozmowę stróż prawa.
— Czemu nas Pan zatrzymał? Jechaliśmy przepisowo — odparł od razu nacierając Nico.
— Zwykła kontrola... Wiecie takie auto trochę kosztuje. A tak poza tym chłopcze ile ty masz lat? Nie wyglądasz na szesnaście. Proszę o pokazanie prawa jazdy i dokument dowodu własności pojazdu — rzekł niezadowolony z grubiańskiego, w jego mniemaniu, zachowania chłopaka.
— Zostawiłem w samochodzie — rzekł Nico, odwracając się i kierując swe kroki w stronę auta.
— Tylko przynieś szybko! — zawołał za nim policjant.

Percy przez chwilę stał czekając na ruch Nica. Nie wiedział co chłopak kombinuje.

— Hej chłopie! Gdzie są te dokumenty, bo nie mogę ich znaleźć?! — usłyszał po chwili nawoływania syna Hadesa.
— Jak zwykle nie wiesz gdzie co jest! — odkrzyknął i posyłając przepraszający uśmiech w stronę niecierpliwiącego się policjanta, podbiegł do auta.
— Co ty kombinujesz? — zapytał szeptem Nica, będąc już w pojeździe.
— Coś mi się wydaje,że trzeba będzie użyć niekonwencjonalnych środków do poradzenia sobie z tą sytuacją — odpowiedział Nico krzywiąc się.
— Chcesz mu przywalić? — spytał Percy szczerząc zęby w szerokim uśmiechu.
— A mamy inne wyjście?
— Chyba nie... Ale on ma pistolet...
— A ja szkielety...
— No tak. To w sumie plus.
— Nawet bardzo duży... A teraz patrz i ucz się! — Syn Hadesa ukłonił się teatralnie i uśmiechnął się szeroko w stronę Percy'ego

Nico skierował swój wzrok za plecy policjanta. Po chwili spod ziemi wyszedł dorodny kościotrup, który cichaczem zaszedł mężczyznę do tyłu. Prawą ręką wyrwał sobie lewą kość ramieniową i dość mocno grzmotnął nią biednego stróża prawa. Ten tylko zachwiał się i upadł. Kostek zorientowawszy się, że oprócz wyrwanej kości na ziemi leżą inne,które pod wpływem braku tej samoistnie odpadły, szybko je skompletował i doczepił. Na zakończenie pomachał jeszcze oniemiałemu Percy'emu i zadowolonemu Nicowi na pożegnanie i zapadł się pod ziemie.

— I tak to się robi! — powiedział Nico szczerząc się od ucha do ucha.
Percy, nadal jeszcze w szoku po tym krótkim, ale kształcącym przedstawieniu uniósł jedynie do góry jedną brew i rzekł do chłopaka:
— Wiesz, czasem mnie przerażasz.

Nico spojrzał tylko kątem oka na Percy'ego i pomijając wcześniejszą wypowiedź spytał:

— To co spadamy?
— No a jak. Bogowie się w końcu sami nie pokonają...
***
Tony obudził się. Zastał śpiącą Len i całkowicie rozbudzonego Iana, który słuchał muzyki z mp4. Syn Posejdona szturchnął przyjaciela i gestykulując poprosił o zdjęcie słuchawek. Syn Aresa schował mp 4 do kieszeni i uśmiechnął się przyjaźnie do Tony'ego.
— Jak Ci mija podróż? — zaczął rozmowę Anthony.
— A no w porządku — wzruszył ramionami Ian, a potem z grzeczności dodał — A tobie?
— Też całkiem nieźle. Przynajmniej się wyspałem. Takie połączenie przyjemnego z pożytecznym, bo miałem dwa dość interesujące sny.
Ian pochylił się z ciekawością intensywnie wpatrując się w chłopaka.
— No dajesz. Coś wniosły do naszej misji?
— Jeden potwierdza informacje, którą Chejron dostał od bogów, że zdrajcy ruszyli w stronę Denver i poszukują córki jakiegoś dziwnego boga żądzy... Nie pamiętam jak mu było na imię. Drugi natomiast przedstawiał jakiegoś faceta, który oglądał wojnę trojańską i miał pełno płyt podpisanych wiekami, bądź datami. Niby nic wielkiego,ale potem może nam się to przydać. Szczególnie ten mężczyzna...

Ian przygryzł dolną wargę i siedział przez chwilę zamyślony.

— Zastanawia mnie kim jest ten facet. To może być ważne... — odparł syn boga wojny.
— Też tak myślę — dopowiedział Tony, a później zaproponował — Może obudzimy Len?
— Nie... — rzekł Ian i zniżył głos do szeptu — Wiesz mam do Ciebie pewną sprawę. Wydaje mi się, że ona nie jest godna zaufania.
— Len niegodna zaufania? — powiedział zdumiony Tony.
— Nie widzisz jak broni zdrajców? Mi się wydaje,że ona z nimi trzyma, a ten Jackson jest jej chłopakiem.
— Ten gnojek jej chłopakiem? — zapytał czerwony z wściekłości Tony. — Ale ona jest moją dziewczyną!
— Naprawdę? A pytałeś się jej o to? — dodał sprytnie Ian.
— No nie... — wyszeptał Anthony.
— No więc widzisz... Nie wiesz czy Lenore czasem nie jest już zajęta przez twojego fajtłapowatego brata. Na razie, dopóki nie mamy co do niej pewności, nie mówmy jej o niektórych rzeczach.
— Zgoda?
Tony zamyślił się na moment, ale po chwili skinął głową i rzekł:
— Zgoda.

Chłopcy uśmiechnęli się do siebie zadowoleni z tego męskiego porozumienia.

Ian natomiast znów śmiał się w duchu, że syn Posejdona jest taki podatny na jego manipulację. Chłopak coś czuł, że ta misja będzie dla niego naprawdę udana...
***

Sprawę z policjantem ostatecznie zakończyli tak, że dzięki jego krótkofalówce udało im się powiadomić,że znaleźli pobitego policjanta, ale nie umieją mu zapewnić pomocy medycznej. Następnie wsiedli do auta i odjechali,a teraz znajdowali się już w Denver.
Nico zaparkował czerwone Ferrari na poboczu. Wysiedli razem z Percym i ruszyli w stronę mieszkania dziewczyny.

Rosemary mieszkała w jednym z małych domków na obrzeżach miasta. Miał niewielkich rozmiarów okna,żółty tynk, a tuż przy nim był zadbany ogródek. Wszytko od ulicy odgradzał zielony płot.

Furtka była otwarta , więc Nico otworzywszy ją szerzej wszedł do ogródka i szybko podszedł do drzwi domu. Percy z lekkim wahaniem podążył za nim.

Nico zapukał w drzwi i po chwili usłyszał ciche: Kto tam?

— Hej! Tu Nico di Angelo. Otworzysz Rose? — powiedział jednym tchem syn Hadesa.
Po chwili chłopcy usłyszeli dźwięk przekręcania klucza w zamku. Zaraz potem otworzyła im dziewczyna, okryta od stóp do głów niczym arabka białym płótnem. Jedynie silnie hipnotyzujące, niebieskie oczy były widoczne.
Gdy tylko Percy w nie spojrzał czuł, że ta dziewczyna jest mu przeznaczona. Patrząc w jej tęczówki czuł się jakby patrzył w bezmiar oceanu. Piękny i niebezpieczny. Pociągający. Chciał zerwać z niej to dziwne odzienie i zobaczyć ją całą. Pragnął jej...
Nico szturchnął Percy'ego, który otrząsną się i nie odważył się już spojrzeć w oczy tej dziwnej kobiecie. Syn Posejdona udał nagłe zainteresowanie swoimi butami...
— W czym mogę służyć tobie i twojemu koledze, mój drogi Nico? — spytała dziewczyna gestem dłoni zapraszając ich do środka.


niedziela, 28 września 2014

Rozdział 16 cz.1

Hej, hej! Witajcie moi kochani. Jejku, jak tęskniłam za dodawaniem nowych rozdziałów. No ale cóż począć... Szkoła zamęcza. :P Oddaje to w wasze ręce. Krótkie, bo krótkie nie dzieje się nic, ale to jest takie wprowadzenie do części dalszej historii. Życzcie mi powodzenia na tych wszystkich kartkówkach i klasówkach w tym tygodniu, na które nie umiem nic! :P

Percy powoli wlókł się za Nickiem. Syn Hadesa powiedział, że muszą dotrzeć do Denver aby odwiedzić jego dawną przyjaciółkę. Z jego opowieści wynikało, że całkowicie odcięła się od bogów i żyje w zwyczajnym świecie śmiertelników.  Rzadko atakowały ją potwory, gdyż była córką mało znaczącego boga Himerosa. Mieli u niej znaleźć rozpacz, lecz gdy Percy zapytał Nica czemu, ten odpowiedział mu, że obiecał, iż nikomu nie opowie historii tej dziewczyny bez jej wyraźnej zgody. Percy przystał na to, bo wiedział, że on sam nie życzyłby sobie opowiadania na prawo i lewo o jego cierpieniach.
Dni mijały powoli na ciągłym marszu. Percy zdawał sobie sprawę, że muszą w jakiś sposób załatwić sobie transport, bo to była naprawdę długa i niebezpieczna droga.
Co dziwne do tej pory nie zaatakował ich żaden potwór. Obaj herosi wiedzieli jednak, że ten spokój nie będzie trwał wiecznie, więc cały czas byli w gotowości na ewentualną obronę.
Poza tym zdawali sobie sprawę, że gnają za nimi łowczynie na czele z Artemidą. W końcu ich pościg nie zakończył się w supermarkecie szczególnie, że tam rozjuszyli je jeszcze bardziej.
Szli więc jak tylko najszybciej mogli i mało odpoczywali.
W końcu dotarli do jakiejś szosy. Percy miał już przedrzeć się przez krzaki dzielące go od ulicy, kiedy Nico szarpnął go za ramię do tyłu i przykładając palec wskazujący do ust nakazał mu cisze, a następnie wskazał na drogę.  Syn Posejdona spojrzał w tamtą stronę i zobaczył czerwone Ferrari stojące na uboczu. Opierając się o drzwi auta stał jakiś młodzieniec palący papierosa. Ubrany był w czarną skurzaną kurtkę, podkoszulek z logiem zespołu Metallica i ciemne dżinsy. Widać było, że na kogoś czeka. Po chwili rzucił niedopałek na ziemie i przygniótł butem. Nagle zza drzew wyszedł drugi mężczyzna w podobnym wieku do tego od Ferrari. Wymienili ostre spojrzenia i poczęli gniewnie rozmawiać. Zaczęli się kłócić i po chwili krzyki zamieniły się w ostrą bójkę.
— Teraz mamy okazje — szepnął Nico.
— Co…? — odrzekł głośniej nic nie rozumiejąc Percy.
— Ciszej! — syknął syn Hadesa. —  Chodź!
                Chłopak pociągnął Percy’ego za rękę i cicho podbiegł do samochodu. Wsiadł razem  synem Posejdona do niego i od razu zobaczył, że kluczyki pozostawiono w stacyjce. Zadowolony Nico przekręcił je i od razu ruszył. Ryk silnika zwrócił uwagę bijących się mężczyzn i w lusterku samochodu syn Hadesa zauważył krzyczącego za nimi właściciela pojazdu. Po chwili jednak  odjechali na tyle daleko, że chłopak był tylko małym punkcikiem.
— Zaraz. My właśnie ukradliśmy samochód?  — Percy spojrzał na Nica z dezaprobatą.
— Pożyczyliśmy — stwierdził Nico.
— No ale nie zamierzamy go oddać — stwierdził Percy.
— No raczej.  Jak pożyczasz od kogoś chusteczkę do nosa to po zużyciu mu oddajesz?
— To nie to samo — burknął niezadowolony Percy.
— To dokładnie to samo. Jeśli Cię to uspokoi to ten chłopak też raczej nie pozyskał tego auta w uczciwy sposób. Wystarczyło na niego popatrzeć, żeby stwierdzić, że nie jest zbytnio dobrym człowiekiem…  
Percy zmarszczył brwi.
— Może masz i racje — podsumował, próbując uspokoić swoje sumienie.
Percy ze zdziwieniem zauważył, że kontakty między nim, a Nickiem stały się bardziej przyjacielskie. W sumie cieszył się, że może z nim normalnie porozmawiać. Pamiętał go jako zamkniętego w sobie chłopaka, roztaczającego na około siebie mroczną aurę. Nie należy jednak oceniać książki po okładce.
Syn Posejdona uśmiechnął się pod nosem. Mimo jego paskudnego położenia, choć trochę zaczęło się układać. Ma cel w życiu i jedynym co może mu przeszkodzić w osiągnięciu go jest śmierć.
***
Len powłócząc nogami szła za chłopakami. Dotarli do granicy Obozu gdzie pożegnał ich Chejron życząc im szczęścia, mimo że wcale nie wyglądał na zadowolonego z tej misji. Lenore nie dziwiła się mu, bo sama nie była zachwycona myślą, że będzie musiała zabić Percy’ego Jacksona - swoją pierwszą miłość. To uczucie już dawno minęło jednak pozostało coś z szacunku do jego osoby. Zawsze go podziwiała. Nawet teraz gdy sprzeciwił się bogom cicho się z nim zgadzała.
Spojrzała na swych towarzyszy.
 Tony jak zwykle wesoły, z „suchym” i mało śmiesznym poczuciem humoru, myślący, że zjadł wszystkie rozumy. Len uśmiechnęła się czule, patrząc na chłopaka. Wiedziała, że jak chce to jest bardzo przebiegły i wręcz okrutny. Sprawiało jej to ból, ale powzięła sobie za cel próbę naprawienia jego charakteru. Anthony nie był wcale taki zły. Owszem był arogancki i mściwy, ale dziewczyna sądziła, że uda się jej to w nim zmienić. Widziała jednak na treningach, że był bardzo pracowity i towarzyski. Nie brakowało mu również odwagi i wytrwałości. Jeśliby tylko wyzbył się tych swoich złych cech to byłby całkiem dobrym herosem…
Skierowała swój wzrok na Iana i wzdrygnęła się. Tego chłopaka już nic nie naprawi. Był zdemoralizowany w zupełności. Przemoc zawładnęła nim do końca. Len wiedziała dobrze jaki był niebezpieczny. Na chwile łzy napłynęły jej do oczu, jednak szybko się powstrzymała. Jeśli będzie się nad sobą użalać nie przetrwa tej wyprawy. Jeśli ktoś ma zginąć to Len nie chciała żeby był to Percy, czy choćby Nico, którego i tak mało znała. Chciała żeby to był Ian. Nienawidziła go z całego serca. Chłopak był przystojny, spokojny i wytwarzał wokół siebie aurę mroku i tajemnicy. Dziewczyny ciągnęły do niego, lecz nie wiedziały, że w tym spokojnym, interesującym mężczyźnie kryje się bestia. Okrutność, egoizm i podłość osiągnęły w nim apogeum. Len potrafiła czuć do niego jedynie wstręt.
Wyszli poza granicę. Po paru minutach dotarli do drogi. Nie jechało nic czym mogli by ruszyć w dalszą podróż, więc Tony zadzwonił po taksówkę. Chwilę przysiedli na trawię.
— Jak myślicie w którą stronę ruszyli? — spytał Tony, przerywając milczenie.
— Ostatnie informacje jakie o nich dostaliśmy to ich atak na łowczynie w Houston. Artemida zaprzecza temu wydarzeniu, jednak wszyscy wiedzą, że to dlatego, aby zatuszować swoją nieudolność — odparł spokojnie Ian.
— Podobno ruszyli w stronę Denver z tego co jeszcze powiedział mi na odchodnym Chejron — dopowiedziała Len.
Tony skinął głową.
W tym momencie przyjechała taksówka, która zatrzymała się na uboczu. Kierowca otworzył okno i wychylił głowę.
— To wy zamawialiście taksówkę? — spytał.
— I owszem — odparł arogancko Tony.
                Herosi wsiedli do taksówki. Ian usiadł z przodu, natomiast Lenore i Anthony wepchnęli się do tyłu.
                — Dokąd? — spytał taksówkarz.
                — Do Denver — odrzekł Ian i wepchnął kierowcy sporą sumę pieniędzy w łapę wiedząc, że ten będzie zaraz kręcił nosem, że za taką trasę bierze z góry.

                Taksówkarz przeliczył pieniądze, wydał synowi Aresa resztę i ruszył powoli we wskazanym kierunku. 

sobota, 6 września 2014

Dłuższy iryfon

Hej! Wiem, że czekacie na następny rozdział... Przepraszam, ale nie wiem kiedy będzie. Pierwszy tydzień szkoły, a ja już padam na nos. Dosłownie. Codziennie w ciągu dnia przesypiam około trzech godzin, bo po prostu mam dość wszystkiego. Muszę się przyzwyczaić, że to już nie wakacje i tyle.

W szkole siedzę po 10 godzin, a i nieraz dłużej, a w soboty mam 4-godzinne przygotowanie do konkursu z biologi (no bo w końcu dzień roboczy – jak stwierdziła nauczycielka -,-). Ponadto uczę się jeszcze na konkurs z chemii jakby kogoś to interesowało. Dodatkowo nasza kochana pani od geografii pyta z tego co było pod koniec drugiej klasy i kazała powtórzyć sobie "parę" rzeczy z kl.1 - co u niej oznacza "nauczcie się wszystkiego" (kto normalny pamięta kiedy były jakie fałdowania?! I jakie są typy wybrzeży? Tak właściwie – po co mi to?). Jeszcze z fizyki w przyszłym tygodniu pan pyta 2 lat, a zdążyliśmy zrobić podręczniki na 3 lata (bo wszyscy kochają prawa fizyki i wzory...). Z niemca test z całej 2 klasy. Nie mam czasu nawet na to żeby coś u zjeść w ciągu dnia, więc wybaczcie.

Dodatkowo przepraszam wszystkich u których pojawiają się nowe rozdziały. Nie jestem w stanie ich czytać. Dlaczego? - patrzcie góra. Przepraszam Pheronike, że do tej pory nie przeczytałam następnego rozdziału - mam nadzieje, że mi wybaczysz moja droga. Postaram się nadrobić zaległości w wolnej chwili. Kiedy to będzie - nie wiem.

Rozpisałam się, ale chciałam wam powiedzieć czemu będę teraz nieco nieobecna na blogosferze. ( czytajcie: pożalić się na swój nędzny los :P ). Nie zawieszam tylko informuje, że rozdziały będą pojawiały się rzadziej.

Wybaczcie!

Sheila    


PS. Nie opuszczajcie mnie!

sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 15

Rozdział dedykuje Rejwen.
Od razu przepraszam,że tak długo czekaliście na ten rozdział, ale miałam masę spraw do załatwienia w tym tygodniu, a brak weny nie pomagał. Krótka notka, ale mam nadzieje, że wam się spodoba. :)


Nico obudził się pierwszy. Usiadł i rozglądnął się wokoło. Zaspany, przeciągnął się. Dopiero po chwili przypominał sobie wydarzenia z dnia wczorajszego. Chaos. Uśmiechnął się namyśl, że udało się go przekonać do podjęcia interwencji. Może jeszcze nie do końca,no ale... Zawsze coś. Działania idą w dobrym kierunku. Bardzo się z tego cieszył.

Nagle wzrok syna Hadesa spoczął na Percy'm. Przyglądał mu się przez chwilę. Wzdrygnął się gdy uświadomił sobie co kiedyś do niego czuł. Te wydarzenia należały jednak do przeszłości. Chłopak zbyt bardzo przypominał mu bolesne wspomnienia. Czuł zresztą, że to jest obustronne. Na razie byli wspólnikami, a nawet kolegami. Być może jeśli kiedykolwiek uda mu się odzyskać zaufanie Perseusza zostaną przyjaciółmi. Jednak nigdy nikim więcej.

W tym momencie przypomniała mu się bardzo ważna rzecz. Zadrżał na samą myśl. To mogło zniszczyć całe ich starania. Wystarczy jeden głupi błąd, jedna niepotrzebna emocja... Pamiętał jak sam przez to przechodził... Pamiętał panikę, radość i nienawiść. Taaaak. To uczucie przewyższało wtedy wszystkie inne.

Nagle syn Posejdona poruszył się. Nico na chwilę zostawił swoje rozmyślania i pochylił się w jego kierunku.

Po chwili spostrzegł, że Percy powoli otwiera oczy. Syn Hadesa uśmiechnął się do niego, ale po chwili spoważniał przypominając sobie jakie wieści ma mu do przekazania. Chłopak podniósł się i usiadł po turecku, przecierając oczy. Głośno ziewnął, a następnie uśmiechnął się.

— Co taka grobowa mina? — zapytał syna Hadesa. — Powinieneś się cieszyć. Udało nam się w końcu przekonać Chaos do pomocy.

— Tak, ciesze się. Ale jest coś o czym musimy pogadać. Coś co Ci się nie spodoba — powiedział ostrożnie Nico patrząc Percy'emu w oczy.

— O co chodzi? — spytał ,zdziwiony zachowaniem chłopaka, syn Posejdona.

— O twój miecz — mruknął potomek Hadesa.

— Co do tego wszystkiego ma mój miecz? — chłopak zmarszczył brwi i widocznie spochmurniał.

— Bo widzisz... To Mściciel. Dar, a raczej przekleństwo Nemezis. Zauważyłeś częste wahania nastrojów u siebie? Albo tą przemożną chęć zabicia mnie? To ten miecz Tobą kieruję...

— Że co, proszę? — spytał zdenerwowany syn Posejdona.

— Nemezis stworzyła go aby wpompowywać w kogoś złość i nienawiść. Wahania nastrojów mają to tuszować, ale w pewnym momencie wybuchniesz. Może się stać to w każdej chwili, w każdym momencie. Wtedy zabijesz wszystkich w swoim najbliższym otoczeniu...

Percy milczał przez chwilę. Zacisnął usta w wąską linie i przybrał zadumany wyraz twarzy.

— Może po prostu go wyrzucę? — zaproponował w końcu.

Nico pokręcił przecząco głową.

— To nic nie da. Ten miecz będzie Cię prześladował. Nawet jeśli go wyrzucisz, powróci. — Nico westchnął.

— To co mam zrobić? — Percy wykrzywił usta w grymasie niezadowolenia.

— Musisz się zemścić. Co równoznaczne jest z pokonaniem bogów — mruknął ponuro syn Hadesa.

— Skąd ty tyle wiesz na ten temat? — spytał Perseusz podejrzliwie patrząc na Nica.

— Bo sam go dostałem — wyszeptał smutno Nico. — Stało się to tuż po śmierci Bianki. Wtedy myślałem, że to ciebie muszę zabić. Okazało się, że chodziło o tytanów. Jak Kronos został pokonany to i miecz zniknął.

— Dlaczego w takim razie nigdy go nie widziałem w Twoich dłoniach? Nie walczyłeś nim? — dopytywał zielonooki.

— Nie, ja brzydziłem się tym mieczem. Nie chciałem mieć z nim nic do czynienia — odparł mrużąc nienawistnie oczy.

— Co w takim razie mogę zrobić? — spytał zrezygnowany Percy.

Co chwilę dokładano mu kłopotów. Dlaczego Nemezis musiała mu dać ten cholerny miecz?!

— Nie możesz zrobić nic oprócz kontrolowania swoich emocji. To jedynie może opóźnić wybuch.

Percy przez patrzył się w dal w zamyśleniu. Dopiero po chwili wznowił kontakt wzrokowy z synem Hadesa.

— Co z naszą misją? Musimy poszukać jakiś uciskanych przez bogów herosów — powiedział zielonooki specjalnie zmieniając temat.

— Otóż nie musimy — stwierdził Nico z tajemniczym błyskiem w oku. — Pamiętasz jak szukałem informacji o swojej przeszłości? Poznałem podczas tej podróży wiele ciekawych osób. Niektórych z nich warto będzie teraz odwiedzić

Percy uśmiechnął się do chłopaka. Czyli ich misja nie będzie aż taka trudna. Nie wiedział jednak jak bardzo się mylił...

***

Lenore spakowała już wszystkie swoje rzeczy. Udało jej się zmieścić w niewielkim plecaczku z czego była niezwykle dumna, bo zwykle nie mieściła się do ogromnej walizki. Właściwie to nie była zasługa tego, że tak starannie posegregowała rzeczy. Po prostu użyła bardzo przydatnego zaklęcia. Nikt by nie pomyślał, że do plecaka wielkości zwykłego, szkolnego tornistra zmieści się kociołek, paręnaście fiolek, szuflada wypełniona słoikami, zawierającymi różne ciekawe substancje, około dwadzieścia książek z zaklęciami i recepturami, szafa ciuchów i jeszcze wiele, wiele innych przydatnych rzeczy.

Wkładając to wszystko do torby przypomniała sobie w jaki sposób dowiedziała się o magii. Jej maka jej to wytłumaczyła. Okazało się, że znana pisarka - Rowling była nieuznaną córką Hekate i wnuczką Apolla. Z tego względu, że syn boga nic właściwie nie stworzył, w spadku od dziadka kobieta otrzymała wenę twórczą, a matka podsunęła jej pomysł na historie we śnie. Wszystkie dziedziny magii przedstawione w Harrym Potterze występowały w świcie herosów. Oczywiście nazwy zaklęć to bzdety. Do czarowania służył specjalny język. Tak samo jak Hogwart. Len uśmiechnęła się na myśl o zamku. Podobno Hekate wpadła na pomysł przerobienia domku na właśnie taki pałac, ale w tym momencie inni bogowie również zaczęli sobie rościć prawa do przeobrażenia mieszkań swoich pociech w monumentalne budowle. Na szczęście Chejron wybił im ten pomysł z głowy i niepocieszona Hekate musiała ustąpić.

Od tych wesołych wspomnień oderwała ją rzeczywistość. Przypomniała sobie dzisiejszą rozmowę z Tony'm. Posmutniała. Usiadła na łóżku zastanawiając się co ma dalej począć. Ian idzie z nimi. Jej oczy zaszkliły się łzami. Bardziej niż tej misji bała się jego. Syn Aresa. Bezwzględny potwór, przez którego nie wiedziała kim właściwie jest. Czasem nadal zastanawiała się czy kiedykolwiek będzie wiedziała...

Nagle usłyszała skrzypienie otwieranych drzwi. Odwróciła wzrok w tamtą stronę i ujrzała... Len pobladła jak tylko go zobaczyła. Muskularny, wysoki chłopak z opalenizną i kasztanowymi, sięgającymi do ramion włosami. Jego ciemne oczy były piękne na swój sposób, ale Lenore przerażały. Zresztą on cały ją przerażał. Każda dziewczyna w Obozie uważała go za przystojnego. Jednak dla Len był odrażający. Rozglądnęła się po pokoju i z przestrachem stwierdziła, że są sami. Wszystkie dzieci Hekate były na zajęciach.

Lenore wstała i cofnęła się w głąb pokoju tak, że przycisnęła swoje plecy do twardej, chłodnej ściany. Ian uśmiechnął się wrednie

— Witaj zwierzątko. Cieszysz się, że wyruszmy razem na misje? — syknął i otaksował ją wzrokiem od góry do dołu, lekko mrużąc oczy.

—  Odejdź. Proszę — szepnęła Len drżącym głosem, zasłaniając się przy tym rękami.

Ianowi nie spodobała się ta odpowiedź. Wykrzywił twarz w gniewnym grymasie.

— Nie pogrywaj sobie ze mną zwierzątko. Zadałem pytanie — powiedział cicho, ale ton jego głosu sprawił, że Len zdrętwiała ze strachu.

— Ja... Nie cieszę się. Powinieneś wiedzieć czemu — dziewczyna odważyła się na ostrzejszą odpowiedź, ale prawie natychmiast tego pożałowała.

Ian gniewnie cmoknął, w dwóch krokach pokonał dzielący ich dystans i brutalnie chwycił ją za brodę, patrząc jej w oczy.

— Nie igraj z ogniem zwierzątko. A może wolisz,żebym nazywał Cię Lennie jak twój ukochany imbecyl — Tony? — To mówiąc drugą rękę położył na jej biodrze i lubieżnie oblizał językiem swoje wargi.

Len skurczyła się tak jakby chciała się schować. Łzy przerażenia ciekły po jej policzkach, a sama trzęsła się ze strachu.

Nagle drzwi prowadzące do pokoju uderzyły o ścianę. Ian odwrócił się i w wejściu zobaczył Tony'ego z wesołym uśmiechem na twarzy. Chłopak praktycznie wbiegł do pokoju. Ian odsunął się od dziewczyny na bezpieczną odległość. Len cichaczem otarła łzy i wymusiła sztuczny uśmiech. Tony zdawał się nie zauważyć zaczerwienionych i napuchniętych oczu córki Hekate. Zamiast tego powiedział entuzjastycznie:

— Tak myślałem, że tu was znajdę! Ruszamy na tę misję czy nie? Nie grzebcie się tak!

Ian zaśmiał się przyjacielsko. Lenore była pod wrażeniem jak ten sukinsyn potrafi dobrze grać. Miał niezliczoną liczbę masek, pod którymi chował swoją prawdziwą osobowość. Tą, którą jedynie Len znała.

— Chłopie gdzie Ci się tak śpieszy! Zdążymy dopaść jeszcze zdrajców! — syn Aresa uśmiechnął się od ucha do ucha.

— Wiem, wiem. Jednak chce już dopaść tego mojego parszywego braciszka i zobaczyć jego flaki na zewnątrz — zaśmiał się syn Posejdona jakby powiedział właśnie bardzo śmieszny żart.

Ian mu zawtórował.

— No dobra masz racje brachu! Możemy iść nawet w tym momencie. Mam rzeczy przy sobie — stwierdził, nadal szczerząc zęby.

Dopiero teraz Len zwróciła uwagę, że przez ramię ma przewieszony plecak.

— Ja również zabrałem swoje! — powiedział zadowolony Tony.— No to chodźmy, nie ma na co czekać!

Syn Posejdona wybiegł z pomieszczenia, tak szybko jak się w nim znalazł. Korzystając z okazji Ian odwrócił się do dziewczyny zdejmując maskę dobrego przyjaciela.

— Nie myśl, że to był koniec naszej... rozmowy — szepnął złowrogo, a następnie jakby nic się nie stało wyszedł za Anthony'm

Len siedziała przez chwilę w ciszy, pozostawiona sama sobie. Westchnęła cicho, wzięła plecak, a następnie podążyła śladem chłopaków. To będzie ciężka misja, ale musi ją przetrwać. Jej matka tego od niej oczekuje. Poza tym chciała na tej misji odpłacić Ianowi z nawiązką, za ból i cierpienie jaki jej sprawił. Bała się go – o tak! Ale przecież co może jej zrobić gdy parę kropel jakiegoś wyjątkowo paskudnego Eliksiru wyląduje mu w porannej herbatce? Już nie będzie jej groził, no chyba że Hades wypuści go z Podziemia. W co Len wątpiła. Z tą uspokajającą myślą wybiegła na zewnątrz. Podeszła do chłopaków i milcząc ruszyli w kierunku granicy Obozu.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 14

Cześć i czołem! Wracam z rozdziałem 14... Nie wiem jak mi wyszedł, ale starałam się. Zajmuję się jeszcze moim drugim blogiem, który założyłam przedwczoraj, o tematyce HP i dlatego ten rozdział może być nieco gorzej napisany, bo rozmyślam nad akcją tamtego. Mam nadzieje, że jednak spodoba się wam... Miłego czytania! :)

Stworzyciel świata okazał się być naprawdę przystojnym mężczyzną.  Był młody, wysoki i umięśniony. Typowy facet, na którego poleciałyby wszystkie kobiety. Surowe rysy nadawały mu męskości.  Miał kwadratową szczękę i ładne kości policzkowe. Czarne włosy zaczesał do tyłu i nie sterczał mu ani jeden kosmyk. Być może używał jakiegoś boskiego lakieru? Ciekawe jaką by miał nazwę. Ulizana Próżnia? Ale wracając do jego wyglądu: duże oczy zasłonięte były przez długie rzęsy. Jego tęczówki miały niesamowitą, granatową, wręcz czarną barwę. Wydawały się być hipnotyzujące. Wydatne usta wykrzywione były w nieznacznym uśmiechu. Mimo tego wydawał się być poważny. Ubrany był w czarne, wąskie spodnie i jedwabną koszule w tym samym kolorze.  Na nogach widniały świeżo wypastowane, eleganckie buty o zaokrąglonych końcach. Co jak co, ale miał klasę – widać to było na pierwszy rzut oka. Co dziwne niekiedy jego sylwetka mieszała się z otoczeniem, tak jakby był kameleonem.  Herosi przez chwile wpatrywali się w niego jak w jakimś transie, lecz po chwili ocknęli się.
— Witaj Chaosie — Nico zaczął rozmowę.
— Emmm… Hej? — dopowiedział lekko przestraszony Percy.
— Witajcie, witajcie. Może usiądziemy? — Chaos wskazał na ściółkę leśną.
To mówiąc stworzyciel świata opadł na ziemie, opierając się o drzewo. Prawą nogę przykurczył do piersi i oplótł ją rękami. Percy i Nico również rozsiedli się na ściółce leśnej. Przez chwilę wpatrywali się niepewnie w czarnowłosego mężczyznę.
— Z tego co słyszałem zarzucaliście mi nieodpowiedzialność? — tym razem rozmowę nawiązał Chaos.
Percy lekko zbladł. Zdawał sobie sprawę, że właśnie nawrzeszczał na osobę, która jednym ruchem dłoni mogła go uśmiercić albo, co gorsza, obrócić w nicość.
— Tak właściwie to chcieliśmy po prostu poprosić Cię o pomoc — Nico, mówiąc to, zgromił Percy’ego wzrokiem.
Chaos zamyślił się. Zacisnął usta w wąską linie i zmarszczył brwi. Po chwili powoli powiedział:
— Raczej nie wtrącam się w to co zostało już wykonane. Jednak jeśli coś naprawdę jest źle to powiedzcie o co chodzi.
— To wszystko przez tych zakichanych bogów! Żądzą się, wymuszają na nas abyśmy im co najmniej usługiwali, a potem nie przejmują się naszym losem — wypalił zdenerwowany Percy.
Nico szturchnął syna Posejdona. Chłopak od razu przysłonił usta dłonią, bo zdawał sobie sprawę, że zarzuca złe zbudowanie hierarchii świata Chaosowi, a przecież nie chcieli go obrazić.
— Tak sądzisz? — mężczyzna uniósł brew i lekko się uśmiechnął.
— No tak ­—bąknął zażenowany Percy.
— Może i masz rację — Chaos przez chwilę wpatrywał się w dal z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Po chwili kontynuował — Obserwowałem ich poczynania i śmiem twierdzić, że faktycznie nie radzą sobie zbyt dobrze… Oczywiście nie robiłem tego przez cały czas, mam inne sprawy na głowie. Ostatnim razem byłem tu, gdy Rzym był potęgą. Musze odejść do CZŚ i obejrzeć nagrania…
— CZŚ? — przerwał mu zdziwiony Nico.
— Centrum Zarządzania Światem — odparł Chaos jakby to było oczywiste. — Jednak nie wystarczy mi  obejrzeć to co zarejestrowały kamery  by ich z powrotem obrócić w „nicość”. Tak właściwie w ciemną energie, ale nie będziemy się skupiać na astronomii…
— Zaraz, zaraz… Czy ty właśnie powiedziałeś, że masz kamery, które rejestrują wszystko co się działo na świecie? — spytał Percy, któremu szczęka opadła z wrażenia.
— No tak — powiedział zdziwiony jego reakcją mężczyzna.
— Czyli… Wszystkie zagadki dotyczące naszej przeszłości można obejrzeć na tych nagraniach? — Percy nie dowierzał.
— Tak, ale i tak bym nie przekazał wam tych nagrań. Jak już mówiłem  raczej nie ingeruje w losy świata — Mężczyzna wzruszył ramionami. — Wracając do rzeczy… Te nagrania nie wystarczą. Musicie sami udowodnić to, że bogowie są winni. Weźcie to — Z kieszeni spodni wyjął cztery łańcuszki zwieszonymi na nich topazami. ­— Waszą misją będzie odnalezienie ludzi, którzy cierpieli przez bogów. Musicie odnaleźć śmierć, rozpacz, rozczarowanie, gniew, samotność, odrzucenie, zniewolenie i osobę, której bogowie odebrali coś dla niej najcenniejszego. Jeśli wam się uda, kryształ rozbłyśnie. Jak już zbierzecie wszystko zawołajcie mnie. Znaczy powiedzcie do termosu… Powinienem was usłyszeć. Na mnie już pora. Musze obejrzeć jakieś dwa tysiące lat poczynań bogów, a to trochę potrwa…
Gdy miał już zniknąć Nico zawołał jeszcze:
— A co się stanie ze światem jeśli oni znikną? Mówili, że to na nich opiera się cała Zachodnia cywilizacja…
I w tym momencie mężczyzna zaczął się śmiać.
— Tak wam powiedzieli? Nieźli komicy zrobili się z tych bogów… Fakt, faktem mają te swoje moce i inne czary mary, ale na nich nic się nie opiera! To tak jakby przez śmierć Edisona, miało się skończyć wyrabianie żarówek. Istnienie tego świata o nic się nie opiera. Nawet o mnie. O tym jak będzie wyglądał, decydują istoty na nim żyjące. Wszystko to składa się na tak zwaną Zachodnią cywilizację. Macie jeszcze jakieś pytania? Bo naprawdę muszę już iść…
— Już nie — zgodnie odparli herosi.
— No to do zobaczenia — Chaos posłał im uśmiech i zniknął w czarnej mgle, która znów się pojawiła jakby znikąd.
 Obaj herosi przez chwilę siedzieli lekko zdziwieni. Właśnie rozmawiali sobie ze stworzycielem świata, który stwierdził, że może im pomoże. Wszystko trwało niecałe pięć minut. To było… dziwaczne? I praktycznie od razu się zgodził… Herosi myśleli, że on naprawdę jest wstrętnym egoistą, a tymczasem okazał się naprawdę porządnym facetem. Pierwszy otrząsnął się Nico.
— Musimy się wyspać… W końcu jutro zaczynamy poszukiwania – czyż nie?
Percy jedynie skinął głową. Obaj byli wykończeni. Nie minęło pięć minut, jak obaj chrapali w najlepsze zmęczeni tym co przeżyli w ciągu paru ostatnich dni.

***

Chejron nie był zachwycony tym co usłyszał.  Zrozumiał o kogo chodzi w przepowiedni. Na początku sam nie wiedział co z tym zrobić. Jednak gdy głębiej się zastanowił stwierdził, że Anthony musi iść na tą misje, bo inaczej bogowie się zezłoszczą, że centaur nie robi nic by ich ocalić. Właściwie to określenie, że bogowie by się zezłościli było eufemizmem. Wkurwili by się tak, że biedny Chejron nie miał by sierści na swoim końskim zadzie. Byłby to ślad po „zezłoszczonym” Zeusie.
— Dobrze, Tony. Kogo wybierasz na towarzyszy? — spytał zrezygnowanym tonem opiekun Obozu.
Anthony przybrał zamyślony wyraz twarzy. Po chwili rzekł:
— Lenore i Iana.
Chejron skinął głową.
— A więc córka Hekate i syn Aresa… Kiedy wyruszcie?
— Jak tylko się spakujemy, czyli za jakąś godzinę…
— W porządku — mruknął centaur i lekko wskazał dłonią, że chłopak może odejść.
— A co z Obozem Jupiter? — nim wyszedł zadał pytanie Anthony.
Nie odwracając się Chejron odparł:
— Udało nam się z nimi porozumieć.  Zostawiają na razie te sprawę nam, bo to nasi herosi się… zbuntowali. Jeśli ich nie powstrzymamy być może wyślą swoją ekipę. Na razie jednak to wasza trójka decyduje o losach świata.   
Anthoni skinął głową i odszedł by powiadomić swoich przyjaciół o misji. Lenore czekała na niego przed Wielkim Domem.
— Idziemy na misje — odparł z uśmiechem. — Najprawdopodobniej Percy Jackson i Nico di Angelo postanowili zniszczyć bogów. Nadal będziesz bronić tego swojego Perseusza?
Lenore wydęła usta. Tony naprawdę ją irytował!
— Ma powód, żeby nie lubić bogów — wzruszyła ramionami. — Z kim jeszcze idziemy?
— Z Ianem.
Lenore zbladła i zaczęła się trząść, ale Anthony w ogóle tego nie spostrzegł. Zbyt bardzo zaabsorbowany był tym, że dostał misje.
— Musimy z nim? — wyszeptała.
— Będzie dobrym towarzyszem. Nie lubisz go? — Tony zmarszczył brwi.
— Lubię, lubię — szybko powiedziała Len chcąc zachować pozory.
— No to sprawa załatwiona! — odrzekł i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. — Idę go powiadomić.

Zanim Lenore zdążyła się odezwać on biegł już do domku Aresa. Dziewczyna jedynie westchnęła i smutno ruszyła się spakować. Nie chciała tego nikomu powiedzieć, ale była… no cóż… przerażona. Ale kto by nie był na jej miejscu?

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 13

Powracam z rozdziałem numer 13! Mam nadzieje, że wam się spodoba. Z dedykacją dla Eveline, która w sumie trafnie przewidziała sytuacje z termosem xD , a poza tym ma świetnego bloga :* (i te cytaty :P) oraz dla Breeze, której opowiadanie również bardzo przypadło mi do gustu. Enjoy! 

To był moment i w powietrzu ze świstem latało pełno strzał. Jakaś babcia śmiertelniczka, która weszła z zamiarem kupienia szarego sweterka zaczęła przeraźliwie wrzeszczeć.
- Terroryści! Araby! Jaka ja głupia… Mogłam spokojnie szyć szaliczek dla mojego ślicznego kotka, a teraz mnie zabiją! O Boże! – lamentowała zakrywając rękami głowę, jakby co najmniej miało to uchronić ją przed wbiciem się strzały.
Tylko, że ta babka miała szczęście. Nie była herosem. Strzały przelatywały przez nią jakby była powietrzem. Za to w Percym, na jego nieszczęście, było pełno półboskiej krwi. W sumie to zaraz mógł jej nieco stracić. Nie uśmiechała mu się ta myśl, więc przeturlał się do następnego pudła, bo  ten, za którym się skrył, wyglądał w tym momencie jak jeżozwierz. Trudno się dziwić. Około dwudziestu nastolatek z kompleksami obdarowane niebezpiecznymi przedmiotami mogą narobić dużo szkód. Szczególnie, że niektóre tylko w taki sposób mogą polować na facetów.
Percy lekko luknął z nad pudła i zaraz usłyszał świst. Schował się szybko. Nie chciał więcej strzał śmigających nad jego głową. Jednak rozeznał się nieco w terenie. Z tego co zauważył dwie pilnowały wyjścia, cztery stały przy kasie, a reszta była raczej porozrzucana. Nie myślały zbytnio nad strategią. Były bardzo pewne siebie. To już niejednego zgubiło. Nico się gdzieś ulotnił. Być może zwiał, być może po prostu go wydał. Syn Posejdona zostawił sobie ten problem na później. Teraz miał ważniejsze rzeczy do załatwienia.
Westchnął i zaczął szybko wymyślać plan. Nauczył się tego od Annabeth. Gdyby nie ona w tym momencie rzuciłby się po prostu na łowczynie i zginął śmiercią tragiczną. Jednak starał się opracować jakiś plan. Uciekał z jednego pudła do drugiego starając się opanować sytuacje.
W pewnym momencie coś dostrzegł. Mogło mu to dać szanse, ale było ryzykowne. Jeśli się nie uda może zostać trafiony. Natomiast jeśli tak… Ryzyko było spore, ale jeśli tego nie zrobi i tak zginie. Zdecydował się.
Pery wstał i skupiony na swoim planie robił to co mogło mu pomóc . Przez chwile nie zwracał uwagi na otoczenie. Strzały przelatujące obok niego nie miały znaczenia. Musiał myśleć o wodzie. O dużej fali…
CHLUST!  Rura od kaloryfera pękła i wielka fala wody wywróciła łowczynie. Percy wykorzystał tą chwilę na ucieczkę. Ominął jedną, drugą, trzecią. Biegł ile miał tylko sił w nogach. Po chwili był już przy wyjściu. Niestety pech chciał, że jedna z dziewczyn podłożyła mu nogę. Percy zarył nosem o ziemie.
Cztery łowczynie, które jakimś cudem nie utraciły przytomności przy bliższym spotkaniu z wodą, jak i z ziemią, podeszły do Percy’ego.
                – No proszę kogo my tu mamy rzekła jedna.
– Nasz mały Percy Jackson – dopowiedziała druga.
– Udało nam się Ciebie złapać. – Zaśmiała się następna.
– To radość dla Artemidy. Jak i dla innych bogów. Już niedługo będziesz wąchał kwiatki od spodu. – Zarechotała czwarta.
– Jednak w to wątpię – lekko zdezorientowany Percy usłyszał cichy głos Nica.
Syn Hadesa wprost rzucił się na łowczynie. Lekko obolały Percy wstał i mu pomógł. Cztery na dwóch. Jednak okazało się, że syn Posejdona i Nico tworzą całkiem niezły zespół. Jak jeden blokował to drugi od razu nokautował atakowaną łowczynie. Cięciom i pchnięciom nie było końca. Percy poczuł, że żyje. Był zdeterminowany. Chciał pokazać, że tak łatwo się nie podda. Jedną łowczynie dość mocno trzasnął płazem miecza w skroń gdy Nico parował jej cios. Następną pokonał sam wytrącając jej miecz z dłoni. Zginęła na miejscu. Z trzecią w tym samym czasie poradził sobie Nico przy okazji walcząc z czwartą. Tą ostatnią, zostawioną na deser, pokonali wspólnie. Walka wyglądała mniej więcej tak jak w przypadku pierwszej. Wszystko trwało trzy, może cztery minuty.
Percy otarł ręką pot z czoła. Nico pochylił się i dłońmi trzymał się za kolana, przenosząc na nie cały ciężar ciała. Oboje ciężko oddychali.
– Jednak mnie nie zostawiłeś – stwierdził fakt Percy.
– Nadal mi nie ufasz ­– cierpko rzekł Nico krzywiąc się.
Percy zmrużył oczy.
– Myślałeś, że walniesz bajeczkę o bogach i od razu się przekonam? Okej. Sam się przekonałem, że Posejdon to świnia. Uwierzyłbym żeby nazwał moją matkę dziwką i nie ochronił jej przed śmiercią. Ale jaki powód mam by ufać Tobie? Jedynie twoje słowo… Powinienem był Cię od razu zabić!
Percy chwycił za medalion, a w jego ręku od razu pojawił się Mściciel. Nico jedynie zerknął na miecz i od razu zbladł.
– To dlatego… – szepnął jedynie.
– Co dlatego? – warknął Percy.
Syn Posejdona był wkurzony a Nica. Najpierw zostawia go ze zgrają łowczyń, a jak zostają cztery do pokonani to grywa bohatera. Najchętniej rozszarpałby go na strzępy, a potem sam zniszczył bogów.
– Percy spokojnie. Wyjaśnię Ci… Tylko nie teraz i nie tutaj, dobrze? Jak te łowczynie odzyskają przytomność to skończymy jako mięso dla ich wilków… Proszę, uspokój się i chodź. Myśl logicznie – Nico zasłonił się dłońmi i cofnął o parę kroków.
Syn Posejdona rozluźnił się i stwierdził, że chłopak ma racje. Przeklną się za swą głupotę, że znów na niego nawrzeszczał. Był co prawda dalej niepewny jego intencji, ale syn Hadesa starał się udowodnić swoją lojalność.  
- Masz racje. Zachowałem się głupio. Przepraszam – odrzekł nieco skołowany Percy.
Nico również się rozluźnił. Uśmiechnął się i powiedział:
– Nie ma sprawy, to nie Twoja wina. Chodź, spadamy – Nico wskazał na łowczynie, a Percy jedynie skinął głową.
Syn Posejdona zaważył, że faktycznie od jakiegoś czasu zachowuje się dziwnie. Co najmniej jak kobieta w ciąży. Raz jest zrozpaczony, raz wściekły albo cieszy się z byle czego. Może to wina ciągłego stresu i przeżyć podczas ostatniej wojny? –  pomyślał.  Nie wiedział tego, ale miał nadzieje, że mu to przejdzie. Jak chcę pokonać bogów to musi myśleć logicznie, tak jak powiedział Nico. Nie może dać się ponieść emocją. Ciągle to robił. Przez to popełniał błędy. A błędy na wojnie zawsze kosztują czyjeś zdrowie lub życie. Nie chciał spowodować zgonu Nica. Mimo, że gdy na niego patrzył od razu przypominał sobie to co stało się przez jego ciało, to ufał mu. Może to głupie, ale jak już prawie chciał go zabić widział w jego oczach niewinność. On go rozumiał. Wiedział co to strata. Również stracił całą rodzinę. Łącznie z siostrą, a nawet dwiema. Percy spochmurniał gdy zdał sobie sprawę, że Hazel nie żyje. Polubił ją gdy wędrowali razem na Alaskę. Biedny Frank się załamał po jej stracie. Percy zastanawiał się czy jego i Piper nie zwerbować, ale nie chciał ich w to wciągać. Nie chciał przyprawiać ich o więcej cierpień.
Odrzucił od siebie te smutne myśli, gdy spostrzegł koszulki przewieszone prze swoje ramię.
– Nico, ale za to mamy koszulki. Nawet się nie zniszczyły –  wyszczerzył zęby w uśmiechu, jak małe dziecko i pokazał Nico T-shirty w całej ich okazałości.
– Wyglądasz jak jakiś gościu reklamujący ubrania! – Zaśmiał się syn Hadesa. – Lub ewentualnie pastę Colgate z tymi twoimi białymi ząbkami!
Na środku galerii nie zwracając uwagi na biednych ludzi wokół nich przebrali zakrwawione, brudne, pocięte koszulki na nowiusie bluzeczki. Jakaś Pani z dzieckiem przeszła obok nich szepcząc pod nosem o szerzącej się pornografii, pedofilii i homoseksualizmie.
Jednak herosi nie przejmując się tym zaśmiali się jedynie i ramie w ramie z lepszym humorem wyszli z galerii w nowych ubraniach, a co najważniejsze –  posiadając termos.
  
***
Wrócili do lasu. Nie mieli co robić w mieście, bo brakowało im pieniędzy. Za resztę drobniaków kupili trochę taniego i trwałego jedzenia typu konserwy i mały plecaczek sprzedany na jakimś pchlim targu za grosze. Do spania lepsza była ściółka leśna niż beton. Przeszli dość spory kawałek, aby oddalić się od Houston, a przede wszystkim od łowczyń.
Usiedli w końcu na ziemi. Percy oparł się o drzewo, a Nico po prostu się położył. Oboje byli wykończeni.
Syn Hadesa martwił się o Percy’ego. Wiedział co się z nim dzieje. Jego też to dopadło tuż po śmierci Bianki. Musiał pomóc chłopakowi, bo nie chciał żeby stał się maszyną gotową zabijać wszystkich na około szczególnie, że on aktualnie był najbliżej.
Na razie mieli jednak inny kłopot. Nico wyciągnął rękę i sięgnął  po plecaczek. Podniósł się i usiadł po turecku. Otworzył klapę i zaczął grzebać we wnętrzu plecaka. Po chwili wyjął z niego termos, który postawił pomiędzy nim, a Percym.
– No i co teraz? – spytał syn Posejdona bacznie przyglądając się termosowi.
– Szczerze? Nie wiem – odparł ponuro Nico.
Obaj herosi siedzieli przez chwilę w skupieniu. Myśleli jakby przywołać Chaos.
– A może tak… – oparł nagle Percy. – Emmm… Chaosie? Jesteś tam?
Syn Posejdona lekko postukał pięścią w termos. Usłyszał jednak jedynie dźwięk uderzanego metalu. Żadnego: „Czemu zakłócasz mój spokój nędzny śmiertelniku?!”. Westchnął.
– Hmm… Chaosie? Twórco wszystkiego co widzimy, czy mógłbyś nam pomóc? – Nico wstał i ukłonił się do termosu.
Percy prychnął, a następnie się zaśmiał. Nico wyglądał jak idiota.
– Moja kolej – stwierdził Percy. – O Wszechmocny! Obdarz nas swoją mocą, pomóż pokonać bogów i zachować świat w jednym kawałku! Błagamy Cię! – tym razem to Percy bił pokłony w stronę termosu niczym muzułmanin w stronę Mekki, a Nico dusił się ze śmiechu.
– To nie jest zabawne – warknął Percy.
– Gdybyś się widział! – odparł Nico nadal rechocząc śmiechem.
– Oczywiście! Cholera, wszystko jest takie zabawne! Po prostu boki zrywać! – słowa Percy’ego przesiąknięte były jadem, a ton jego głosu szybko sprowadził Nica na ziemie.
Chłopak spoważniał.
– Masz jakiś realny pomysł? – spytał syn Hadesa.
– To był twój plan! – rzekł nadal zdenerwowany Percy.
– No tak, ale… – Nico nie zdążył dokończyć zdania.
Percy przerwał mu kierując słowa do termosu.
– TY CHOLERNY DUPKU! ŚWIAT TO SOBIE KURWA FAJNIE STORZYĆ, NIE? A KTO MA ZA TWOJE DECYZJE CIERPIEĆ? MY?! WEŹ NA SIEBIE ODPOWIEDZIALNOŚĆ DO CHOLERY I POWIEDZ CO MAMY ZROBIĆ! TE TWOJE UKOCHANE TWORY RZĄDZĄ SIĘ WSZYSTKIMI! MAMY IM USŁUGIWAĆ, A JAK JESTEŚMY NIEPRZYDATNI TO MOJĄ NAS GDZIEŚ! WSZYSTKO FAJNIE! ZAJEBIŚCIE! MASZ PEWNIE NIEZŁY UBAW, CO?! JESTEŚ KUREWSKO NIEODPOWIEDZIALNY!!!
Syn Posejdona kopnął termos, który potoczył się po ziemi i zatrzymał o konar.
– Percy spokojnie, to i tak nic nie da… - zaczął Nico.
Nie dokończył, bo z termosu zaczęła unosić się czarna mgiełka. Tworzyło się jej coraz więcej i więcej formując ludzką postać. Po chwili mgła zniknęła, a przed nimi stał jakiś facet.
– Nie ma co masz tupet chłopaku! Jesteś nawet lepszy od Zeusa, a ten naprawdę umiał pyskować! – Zachichotał.
Percy i Nico zdziwieni spojrzeli po sobie. Nie wierzyli, że im się uda, a przynajmniej nie w ten sposób. A jednak… Udało się. Teraz trzeba zobaczyć jak zareaguje Chaos na ich dalszy pomysł. Będzie dobrze jeśli sami nie zostaną wchłonięci…